10/05/2026
Dzisiaj mieliśmy być częścią czegoś naprawdę fajnego.
Jako 4GET przyjechaliśmy na Tor Łódź naszym firmowym BMW M5, żeby razem z ekipą Robson Cars Rent wesprzeć akcję charytatywną Fun And Drive, z której dochód miał zostać przeznaczony na zakup karetki dla dzieci. Ludzie kupowali bilety po to, żeby przejechać się sportowymi samochodami po torze, poczuć emocje, spełnić marzenie i jednocześnie zrobić coś dobrego.
Przyjechało mnóstwo pięknych, mocnych, sportowych aut. Atmosfera była świetna. Widać było pasję, motoryzację i ludzi, którzy naprawdę chcieli pomóc.
Niestety nasze M5 zostało wyproszone z toru z powodu zbyt głośnego wydechu.
I tutaj pojawia się smutna refleksja.
Bo gdzie w Polsce mają jeździć takie samochody?
Naprawdę pytamy bez złości i bez ataku — gdzie?
Sportowe auto o mocy bezmała 800 KM nie powstało po to, żeby stać pod galerią handlową albo jeździć 50 km/h między światłami. Takie samochody buduje się z pasji. Dla emocji. Dla dźwięku. Dla motoryzacji, która od lat była czymś więcej niż tylko przemieszczaniem się z punktu A do B.
Norma hałasu na torze wynosiła 98 dB.
Dla porównania:
– odkurzacz potrafi mieć około 80 dB,
– blender kuchenny około 90 dB,
– suszarka do włosów nawet 85–95 dB,
– motocykl lub sportowy samochód pod obciążeniem naturalnie generuje znacznie wyższe wartości nawet z seryjnym układem wydechowym.
I właśnie dlatego takie auta przyjeżdżają na tor — bo to jedyne miejsce, gdzie można legalnie i bezpiecznie korzystać z ich potencjału.
Coraz częściej odnosimy wrażenie, że dla prawdziwej motoryzacji po prostu kończy się miejsce.
Miasta nie chcą głośnych aut.
Drogi publiczne nie są miejscem do brawurowej jazdy — i bardzo dobrze.
A kiedy człowiek przyjeżdża na tor, żeby legalnie pojeździć, zrobić show dla ludzi i jeszcze wesprzeć akcję charytatywną… okazuje się, że nawet tam nie zawsze jest przestrzeń dla takich samochodów.
Najbardziej szkoda nam ludzi, którzy kupili przejazdy właśnie naszym autem.
Podchodzili, robili zdjęcia, pytali o silnik, o moc, o dźwięk. Widzieliśmy w ich oczach tę dziecięcą radość i ekscytację. Dla wielu osób taki przejazd to coś, czego nie zapomina się przez lata.
Nie mamy pretensji do organizatorów ani do osób pilnujących regulaminu. Rozumiemy przepisy i szanujemy zasady bezpieczeństwa. Naprawdę.
Po prostu jest nam zwyczajnie przykro, że pasja motoryzacyjna coraz częściej odbija się od kolejnych ograniczeń.
Mimo wszystko cieszymy się, że mogliśmy być częścią tej inicjatywy choć przez chwilę.
Bo idea była piękna — ludzie zebrani razem, sportowe auta, emocje i realna pomoc dla dzieci.
I chyba właśnie o to w motoryzacji zawsze chodziło — o emocje, ludzi i pasję. ❤️
Niestety na Tor Łódź już nigdy się nie wybierzemy 🤷♂️